Mandula na sandacza

Za oknami mróz, większość wędkujących cieszy się, że można już wejść na lód. Dla mnie akurat taka pogoda to przerwa w łowieniu, gdyż na lodzie nie łowię. Dlatego jest czas, aby w końcu napisać coś na blogu. Chciałbym poruszyć temat ostatnio dość popularnej sandaczowej przynęty jaką jest mandula.

Nie mam jakiegoś dużego doświadczenia z mandulami. Mam ich kilka sztuk, które testowałem półtora roku temu. W ostatnim sezonie nie łowiłem na mandule, gdyż głównie szukałem okoni, a sandacze były tylko przyłowem. Do napisania tego artykułu skłoniło mnie pytanie od czytelnika, który pytał o prowadzenie manduli. Postaram się odpowiedzieć na to pytanie na tyle ile pozwala mi moja wiedza i dotychczasowe obserwacje.

Zacznę od tego – czym tak naprawdę jest mandula?
Jest to przynęta wykonana z pianki Eva posiadająca kotwiczki lub kotwiczkę, w zależności od wielkości. Przy ostatniej kotwiczce mamy najczęściej srebrne lub złote lamety, choć nie jest to regułą. Mandule, które zakupiłem w pracowni wędkarskiej Mandula Chełm takie lamety posiadają i nie ukrywam, że jest to jeden z ważniejszych wabików tej przynęty. Mandulę zakładam na czeburaszkę – najczęściej stosuję gramaturę 7 g.mandulamandula na sandaczamandula sandaczowamandule na sandaczamandule

Na jakie ryby skuteczna jest mandula?
Głównie na sandacze, ale też z powodzeniem spinningiści stosują ją do łowienia okoni i szczupaków.

Mandula jak łowić?
Jest kilka sposobów prowadzenia tej przynęty. Ja tą przynętę prowadziłem 3 sposobami:

Pierwszy sposób to prowadzenie przynęty krótkimi skokami przy samym dnie. Teraz najważniejsza część – gdy przynęta opadnie na dno to zostawiam ją na 3-4 sekundy. Przynęta będzie “tańczyła” na boki dzięki uderzeniu o dno. Swoje też zrobi woda, bo jeśli jest mocniejszy nurt to naturalne jest, że przynęta wykonana z pianki Eva unosić będzie się do góry wykonując odchylenia. Przytrzymanie przynęty na dnie jest bardzo efektywne, gdyż wtedy najczęściej atakują sandacze.

Drugi sposób to typowe sandaczowe podbijanie, w dość szybkim tempie. Często z większą gramaturą 10-15 g. Sprawdzi się to kiedy sandacze mocno żerują. Gdy ich aktywność jest ograniczona, to dużo skuteczniejszym sposobem jest zastosowanie rozwiązania numer 1, czyli krótkich skoków przy samym dnie z przytrzymaniem przynęty na 3-4 sekundy.

Trzeci sposób jest dla bardziej leniwych i tych co lubią powolne zwijanie przynęty. Na samym wstępie zmniejszam wtedy gramaturę czeburaszki – 4 g. Po rzucie i opadzie manduli do dna, czekam około 5-6 sekund. Jeśli nie ma brania robię obrót kołowrotkiem, szurając czeburaszką po dnie. I zatrzymuję ponownie przynętę na 5-6 sekund. Takie trochę łowienie jak na boczny trok tylko w nieco zwolnionym tempie. Szczególnie jest to dobre przy większym nurcie, bo wtedy można nawet taką przynętę zostawić nieco dłużej, bo same ruchy wody będą powodowały, że nasza mandula będzie fajnie pracować. Ten sposób jest o tyle ciekawy, że daje lepsze efekty jak ryba żeruje bardzo ospale i jest w dużym stopniu przyklejona do dna. Oprócz sandaczy w tym sposobie prowadzenia przynęty pojawiają się okonie. Z moich obserwacji wynika, że okonie często boją się dużych główek i tzw. szybkiego opadu. Zaczynając swoją przygodę ze spinningiem często łowiłem główkami po 7-12 g i okonie trafiały się sporadycznie. Będąc nad jeziorem Narie, gdzie jest bardzo czysta woda widziałem, że jak podaje główkę od 7 g wzwyż to okonie bardzo bojaźliwie spoglądają i nie atakują. Często odchudzona gramatura, wolniejsze prowadzenie, dłuższe przerwy są dużo bardziej skuteczne, szczególnie przy okoniach.

Zalety manduli?
Przede wszystkim możliwość prowadzenia przynęty na różne sposoby, które możemy sobie w trakcie modyfikować.

Cena – jak na rękodzieło przystępna. Przy takiej manduli trzeba się trochę napracować. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, aby wykonanie manduli było trudne i czasochłonne, ale to tylko pozory. Sam zakładałem ostatnio kilka kotwiczek na popery okoniowe i niby prosta rzecz, bo ma się przyrząd, ale jednak to trwa. W tym wypadku również.

Mandula na sandacza – czy jest przynętą killer?
W moim odczucie jest to ciekawa przynęta, z pewnością warta przetestowania na swoich wodach. Każda woda jest inna i trzeba jak najwięcej testować, sprawdzać różne rozwiązania, również te z gramaturą czeburaszki. Czeburaszka też jest tutaj bardzo istotnym ogniwem.

Musiałbym poświęcić więcej czasu tej przynęcie, również podczas łowienia okoni. U jednego wędkarza zauważyłem latem, że prowadzi mandulę przy samej powierzchni wody. Wydaje się dosyć ciekawy sposób, ale  jakoś nie miałem do tego przekonania, gdyż robotę robiły u mnie gumy i popery.

Będę chciał w marcu połowić na mandule, gdyż dostępny będzie odcinek morski Motławy, na którym sandacza i okonia o tej porze roku jest sporo.

Oceń artykuł:

BeznadziejnySłabyŚredniDobryBardzo dobry (6 głosów, średnia ocen: 5,00 z 5)
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *